Pieczemy 1,5 godziny. Przy czym przyjmujemy, że czas pieczenia zależy od wagi kurczaka (1 kg kurczak pieczemy 1 godzinę, a 2 kg - 2 godziny). Podczas pieczenia kurczaka polewamy od czasu do czasu pozostałym piwem. Jeśli piwo nie wypływa z butelki, należy dosypać troszkę soli do piwa, nie pogorszy to smaku kurczaka, a spowoduje Chmielenie to bardzo ważny etap. To wtedy piwo uzyskuje swoje ziołowe aromaty i goryczkę. Chmieli, podobnie jak słodów, jest dużo na rynku. Do wyboru do koloru w zależności od tego czy lubimy piwa aromatyczne, czy goryczkowe, czy smakowe. Najpierw trzeba zagotować wywar (brzeczkę). Potem gotować przez około godzinę. Jedną z kluczowych cech współczesnych czołgów jest możliwość prowadzenia skutecznego ognia w ruchu. Stawia to przed projektantami broni wiele wyzwań, zwłaszcza z uwagi na fakt, że czołgi poruszają się nie tylko po gładkich drogach, ale również w bardzo trudnym terenie. Mimo to sprzęt taki jak M1A2 Abrams, Leopard 2, Challenger 45, 61 zł. zapłać później z. sprawdź. 55,60 zł z dostawą. Produkt: CZOŁG NA PIWO Alkohol Prezent Mężczyzny Urodziny. kup do 13:00 - dostawa w poniedziałek. 1 osoba kupiła. dodaj do koszyka. Przydaje się to też z tego względu, że nie dotykając szkła bezpośrednio okalającego piwo, nie zmienimy jego temperatury ciepłem dłoni. Więcej o temperaturze na poniższej infografice: Następnie wąchamy piwo. Pierwsze nuty można już wyczuć z odległości 20-30 cm. Stopniowo zbliżamy napój do nosa i lekko wdychamy zapach. Zacznij podgrzewać zawartość garnka na średnim ogniu. Nie należy się spieszyć, bo przyprawy i pomarańcze potrzebują nieco czasu, aby oddać to co najlepsze do naszego piwa. Pamiętaj o tym, aby nie doprowadzić piwa do wrzenia, a jedynie bardzo mocno pogrzać i utrzymywać przez kilka minut w takiej temperaturze. Chmiel i jałowiec zalać wodą i gotować na wolnym ogniu przez 30 minut. Przecedzić, dodać cukier i drożdże. Przelać do butelek, szczelnie zakręcić i zostawić na noc. Następnego dnia butelki wynieść do piwnicy. Pić po dwóch dniach, jak będzie piwo stało dłużej to będzie lepsze i mocniejsze. 95HI. Prezent dla mężczyzny nie jest łatwym zadaniem. I wymyślić taki prezent, który zaskoczyłby go i pozostawił wspomnienia na długi czas, jest podwójnie trudny. Istnieje wiele powodów do gratulacji od męskiej połowy populacji: urodzin, świąt zawodowych, pamiętnych dat, nieoczekiwanych wydarzeń i nigdy nie wiadomo, co jeszcze. W każdym razie chcę przynieść wielką radość bohaterowi tej okazji. A każdemu świętowi zawsze towarzyszy zastawiony stół. Tutaj możesz dać upust swojej wyobraźni, zaskakując wszystkich różnorodnymi daniami. Jeden z nich może być główny, jasny i niezapomniany - ciasto w kształcie czołgu. Taki prezent z pewnością ucieszy nie tylko ukochanego mężczyznę, ale docenią go także goście, zwracając uwagę na artystyczny smak i talent gospodyni. Taki prezent będzie odpowiedni, jeśli mężczyzna ma zawód wojskowy. Aby uczcić Dzień Obrońcy Ojczyzny, ciasto doskonale pasuje. Oryginalne powitanie można przedstawić jako symbol odwagi i wytrwałości w walce z trudami życia. A dla małego synka taka „zabawka” z pewnością sprawi prawdziwą rozkosz. Przygotowując zbiornik na ciasto, którego zdjęcie zobaczysz w artykule, i potraktowałeś je dzieciom, urodzinowa mama stanie się autorytatywnym ekspertem w dziedzinie sprzętu wojskowego. Na pierwszy rzut oka zadanie stworzenia nietypowego produktu cukierniczego wydaje się bardzo trudne. Ale nie rozpaczaj, w rzeczywistości wszystko jest znacznie prostsze i jaśniejsze. Proponujemy rozłożyć zadanie stworzenia kulinarnej niespodzianki na komponenty. Wskazówki Najpierw musisz zdecydować o wyglądzie maszyny wojskowej. Możesz przejrzeć literaturę techniczną, która oferuje opis schematu czołgów. Przeglądy filmów wojennych pomogą również ukształtować nadchodzące ciasto w stylu militarnym. A jeśli w rodzinie jest chłopiec, wśród wielu zabawek prawdopodobnie znajdzie się więcej niż jedna jednostka sprzętu wojskowego. Po podjęciu decyzji, jak będzie wyglądał przyszły zbiornik na ciasto, zaleca się wydrukowanie jego zbliżenia na drukarce. Jest to bardzo pomocne w pracach projektowych, kiedy trzeba stworzyć wiele różnych niezrozumiałych części na karoserii samochodu. Następnym krokiem jest wybór bazy czołgów. Musisz zdecydować, jakie pieczenie znajdzie się w produktach wojskowych. Ciasto powinno być suche i miękkie, aby nie było żadnych trudności z cięciem. W tym celu odpowiednie ciastka i ciasta z masła. Lepiej nie stosować dla nich impregnacji, a jeśli nie można się bez niego obejść, to powinno się to odbywać w bardzo umiarkowanych ilościach. Wybór kremu na zbiorniku zależy od upodobań i preferencji gospodyni. Najlepszą opcją może być warstwa oleju, czekolada i kremowe lub zwykle gotowane mleko skondensowane. Stosowanie kremów na bazie śmietany jest wysoce niepożądane, ponieważ zawarty w nich nadmiar wilgoci uniemożliwi zachowanie kształtu gotowego produktu. Ostatnim etapem etapu przygotowawczego będzie wybór najważniejszej rzeczy - materiału do dekoracji ciasta. Jeśli gospodyni jest doświadczonym cukiernikiem, nie będzie jej trudno ozdobić produkt przy pomocy torebki z ciastem z kremem maślanym. Smaruj produkt może również zabarwić zacięcie lub zacięcie. Ale najlepiej jest zrobić miskę do ciasta. Ten designerski materiał jest bardzo wygodny w użyciu nawet dla tych, którzy upieczą ciasto po raz pierwszy. Warto pamiętać o latach dzieciństwa i fascynujących klasach modeliny. Jak gotować zbiornik na ciasto? Teraz powiedz. Aby ułatwić gospodyniom domowym określenie rodzaju przysmaku, proponuje się rozważenie kilku przepisów na zrobienie słodkiej bazy. Ciasto śmietankowe Charlotte z gorącym mlekiem Aby zrobić ciasto, potrzebujemy: 3 jajka; 5 g proszku do pieczenia; 120 ml mleka; 170 g cukru; wanilina; 60 g masła; 170 g mąki; sól (szczypta). W przypadku ciasta należy podgrzać mleko i rozpuścić w nim masło. Osobno ubij mikserem przy dużej prędkości jajka z cukrem, aż objętość potroi się. Dodaj do masy mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia i równomiernie rozprowadź. Gorącą mieszaninę oleju mlecznego wlewa się do ciasta i miesza. Upiecz ciasto w formie podzielonej, umieszczając je w rozgrzanym piekarniku. Jeśli gotujesz z pomocą multicookera, możesz uniknąć przyklejania ciasta. Krem do gotowania Będziesz potrzebował: 200 g masła; 4 łyżki. l piasek cukrowy; 100 ml mleka; dwa jaja kurze. W przypadku produktów Charlotte należy wcześniej wyłożyć składniki z lodówki, aby miały tę samą temperaturę. Ubij jajka do mleka i dodaj cukier. Połóż na średnim ogniu i zagotuj, mieszając. Gotuj mieszaninę przez trzy do czterech minut. Następnie schłodzić do temperatury pokojowej. Ubij masło mikserem przy średniej prędkości, aż będzie białe, a następnie stopniowo dodawaj mieszaninę mleka. Rezultatem jest bardzo bujny i delikatny krem, który doda tylko waniliowego cukru dla smaku. W tym torcie jest inny niezwykły składnik - dżem z kiwi. Aby ugotować oryginalny dżem, musisz obrać i posiekać kilka (4-5 sztuk) dojrzałych owoców w blenderze. Dodaj do nich cukier (150-200 g) i sok z cytryny (2 łyżki), ugotowane na średnim ogniu. Po ugotowaniu wlać żelatynę (1/2 worka), wymieszać i kontynuować gotowanie przez około dziesięć minut. W ochłodzonej masie, aby poprawić kolor, można dodać kilka kropli zielonej farby do żywności. Zbieramy ciasto Cięcie gotowego biszkoptu na kilka kawałków, musisz złożyć go w postaci podstawy dla zbiornika. Z pomocą kremu pereselit wszystkie ciasta. Na zewnątrz ciasto, którego zdjęcie widać w artykule, jest rozmazane grubą warstwą zielonego dżemu. Wygodnie jest to zrobić za pomocą miękkiej szczotki do ciasta. Rurka waflowa służy jako rdzeń. Najpierw musisz pokryć ją cienką warstwą kremu i trzymać w lodówce do zestalenia, a następnie przykryć zieloną masą. Koła zbiornika mogą być wykonane z okrągłych ciasteczek lub gofrów. Produkt jest prosty w przygotowaniu i jest dostępny nawet dla początkującego kucharza. Jak upiec czołg „Praga” Aby przygotować taki przysmak, będziesz potrzebować: 2 jajka; 2 łyżki. mąka; 0, 5 łyżeczki soda 1 łyżka. cukier; pół puszki skondensowanego mleka; 1 szklanka śmietany; pół paczki kakao. Proces gotowania Ubijaj jajka mikserem z cukrem pudrem, aż puszysta pianka. Kontynuując mieszanie, wprowadzaj stopniowo pierwszą śmietanę, a następnie mleko skondensowane. W uzyskanej mieszaninie wlać mąkę, przesianą wstępnie i zmieszaną z kakao w proszku i sodą oczyszczoną. Konsystencja ciasta powinna być podobna do gęstej śmietany. W nagrzanym piekarniku piec na przemian trzy ciastka. Aby wygodnie wyjąć gotowe ciasta z formy, należy je wstępnie naoliwić i wyłożyć papierem pergaminowym. Krem zawiera masło (150 g), mleko skondensowane (pół puszki), żółtka jaj (dwa lub trzy kawałki) i proszek kakaowy (pół opakowania). Po starannym wymieszaniu i ubiciu wszystkich składników można uzyskać delikatną tłustą śmietankę o przyjemnym odcieniu czekolady. Gotowe ciasta są cięte na poszczególne części zgodnie z przygotowanym wzorem. Tworzą sylwetkę pojazdu wojskowego. Zbiornik ciasta jest równomiernie smarowany kremem i umieszczany w lodówce na noc w celu impregnacji i zestalenia. Możesz ozdobić go następnego dnia przy pomocy mastyksu cukierniczego, który wygładzi wszystkie kontury produktu i pomoże uczynić go bardziej realistycznym. Zrobić elastyczną masę Będziesz potrzebował: 850 g cukru pudru; 400 g cukierków Zefir. 4 łyżki. l woda; 1 łyżeczka wanilia. Najłatwiejszy sposób przygotowania elastycznej masy można wykonać z marshmallows - gotowe miękkie pianki. Jest sprzedawany w postaci wielokolorowych cukierków, takich jak „Bon Pari”. Ponadto będziesz potrzebował cukru pudru. Słodycze należy lekko podgrzać w kuchence mikrofalowej do stopienia. W tej formie słodka masa staje się miękka i plastyczna. Musi być dokładnie ugnieciony, stopniowo wlewając cukier puder. Jeśli masa uszczelniająca okaże się twarda, wystarczy ją lekko ogrzać, rozciągnąć ją rękoma i dalej ugniatać. Jeśli mieszanina zacznie się kruszyć, należy wlać do niej wodę lub sok z cytryny. W trakcie gotowania dodaj trochę zielonego barwnika spożywczego. Bardzo łatwo jest rozwałkować mastyks, umieszczając go między arkuszami polietylenu. Wtedy może łatwo pokryć całą powierzchnię ciasta. Grubość masy uszczelniającej powinna wynosić około trzech milimetrów. Grubsza warstwa tworzy dodatkową objętość. A jeśli rozwiniesz się bardzo cienko, powierzchnia jest łatwa do uszkodzenia. Również cienka warstwa może zabarwić plamy kremu. Następny krok Aby równomiernie i bez fałd wykonać gotowy „arkusz” masy uszczelniającej, należy go obrócić z dużym marginesem średnicy. Następnie powłoka rozciąga się równomiernie pod własnym ciężarem. Po tym cały nadmiar można odciąć nożem. Aby uzyskać błyszczącą błyszczącą powierzchnię mastyksu, można ją smarować pędzlem z warstwą miodowo-wódki. Ostatni krok Ostatni etap pracy to wyłącznie twórczy proces. Uważnie patrząc na zdjęcie oryginału, powinieneś stworzyć niezbędne elementy projektu z masy uszczelniającej. pokaż komentarz @JarpenPL: nie da się jak najszybciej. A K2 jest perspektywiczny dla przemysłu. Koreńczycy oferują najlepsze warunki wspöłpracy. W tym wspólne opracowanie K3 i po drodze K2PL. Nie było problemów z licencją na podwozie do kraba. udostępnij Link pokaż komentarz @JarpenPL: Koreańczykom zależy na sprzedaży. A temat jest poruszany od kilku lat. W tej chwili K2 ma trochę wad jak dla Polski. Słabe opancerzenie boków. Był projektowany na specyficzne górzyste warunki Korei. Jednym plusem wycofania T-72 i PT-91 byłoby uproszczenie logistyki pod jednym względem, nawet przy 3 typach czołgów. Wspólna amunicja. I tak mamy certyfikować amunicje niemiecką na Abramsy. Na razie amerykanie mają problem z pociskami wolframowymi dla abramsów. Sami używają ze zubożonym uranem. Nowy pocisk jest dopiero w opracowaniu. Kiedy będzie nie wiadomo. Możliwe, ze teraz by powstała jakaś modyfikacja K2 pod potrzeby polskie, może nie docelowa. I mogłyby robić modyfikacje polskie zakłady. Mamy całkiem dobre systemy celownicze, no i polska łączność. Akurat radary i łącznośc w Polsce są na dobrym poziomie. udostępnij Link pokaż komentarz @skoczek-wzwyz: Abramsy były na szybko zamawiane. K2 to dłuzsza historia. I znajomość abramsów nie jest taka zła. W razie czego USA mogą na szybko podesłać nam sporo maszyn i będzie przeszkolona obsługa. A szkolenie teochę trwa. W tej chwili dostaliśmy 28 abramsów nieoficjalnie gdzie są szkoleni nasi żołnierze. Oficjalnie czołgi do prezentacji, ale liczba wskazuje raczej na szkolenie instruktorów. 28 to już trochę jest. Wyszkolenie załóg i zgranie to nie jest kwestia tygodni, a długich miesięcy. udostępnij Link pokaż komentarz @JarpenPL: ale dodatkowe opancerzenie to nie jest kwestia dospawania kilku blach. Więcej problemów jest. Zmienia się rozłożenie masy. Więc trzeba to dokładnie zaprojektować. I nie tylko dopancerzenie wchodzilo w grę. Także przeróbki wnętrza. Koreańczycy liczą też, ze przez ten kontrakt znajdą następnych nabywców. Na Uropę czolgi mogłyby byc robione nawet w Polsce. udostępnij Link pokaż komentarz Pytanie po co Abramsy w takim wypadku @skoczek-wzwyz: Posiadanie Abramsów ma wiele zalet. Załogi będą na nich przeszkolone i w razie W. Amerykanie mogą dostarczać nam kolejne czołgi. No i posiadanie przez nas Abramsów czyni nas coś w rodzaju sojusznika US Army i przemysłu za nią stojącego, która obecnie jest mocno okrajana. A to się może przekładać na realne wpływy w Waszyngtonie. udostępnij Link pokaż komentarz ale dodatkowe opancerzenie to nie jest kwestia dospawania kilku blach. Więcej problemów jest. Zmienia się rozłożenie masy. Więc trzeba to dokładnie zaprojektować. @Rasteris: K2PL opierałby się na tym samym projekcie co Altay. Dla Koreańczyków nie jest problemem drugi raz zaprojektować ten sam czołg. udostępnij Link pokaż komentarz W przypadku Abramsów są szanse na pozyskanie licencji od Amerykanów na produkcję krajową, choćby częściowo? @skoczek-wzwyz: ciężko powiedzieć, bo amerykanie nie robią Abramsów od 2018 roku. U nich produkcja czołgów polega na wyprodukowaniu iluś tam tysięcy czołgów, które potem czekają na pustyni, na ew. modernizację. Z tego co pamiętam z różnych artykułów, Abramsów wyprodukowano ok. 10 tys. szt. I ostatni zszedł z taśmy (ponoć) w 2018 roku. Teraz wszystko leci z zapasów. Ale pewnie jakieś komponenty do nich będą robione u nas na miejscu. Przecież np. nie będziemy wysyłać silników do USA na serwis. Ponoć amerykanie rozważają budowę nowego czołgu. Ale to nastąpi najwcześniej za 10-15 lat. Pole walki się zmienia i obecnie ciężko ustalić czy np. lepsze będą małe bezzałogowe czołgi, a może kolosy, większe i cięższe od Abramsów(??).A Abrams jest na tyle dobry i w pewnym sensie modułowy. Że przez następne 20 lat nie straci za dużo na swojej 'atrakcyjności'. Tym bardziej, że amerykanie pewnie zrobią bazy logistyczna na naszym terytorium. Gdzie pewnie będzie stacjonować z min. 500 czołgów. I w razie W my będziemy mogli z tych zapasów skorzystać. A chyba nikt nawet nie myśli, że np. Francja i Niemce jako członkowie NATO, zrobią na naszym terytorium bazy logistyczne i będą trzymać np. 500 czołgów do ew. wykorzystania. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Gdzie Niemce same narzekają na zbyt małą ilość czołgów w ich armii. Jakby nie patrzeć, wybór Abramsów ma większy sens niż to się może początkowo wydawać. udostępnij Link pokaż komentarz W tej chwili K2 ma trochę wad jak dla Polski. Słabe opancerzenie boków. Był projektowany na specyficzne górzyste warunki Korei. @Rasteris: To przy lokalizacji w Polsce, dostosują się do specyfiki naszej geografii i wynikających z niej wymagań naszych generałów. Czyli zażądają czołgów pływających i opancerzenie będzie jeszcze słabsze ( ͡° ͜ʖ ͡°) udostępnij Link pokaż komentarz @piotr-zbies: Panie Piotrze dla mnie dalej jest to głupota. W zeszłym roku MON postanowił pójść w Abramsa i powinniśmy się tego trzymać. Powinniśmy wymóc na naszym najlepszym sojuszniku dostawę 250-300 M1A1FEP lub M1A1SA w zamian przekazanych Ukrainie T-72, dodatkowo moglibyśmy zamówić w ciągu 5 lat kolejne 250 M1A2 sep v4. Mielibyśmy wtedy ok. 2030 roku łącznie 800 czołgów jednego typu co w zupełności zespoiło by nasze potrzeby w kwestii broni pancernej na 30 lat, aż do opracowania maszyn kolejnej generacji. Gdyby MON uparł się stworzyć 5 dywizję (rezerwową) mogła by ona skorzystać z Leopardów których mamy 247. Popatrzy na to logicznie zakup licencji i produkcja K2 nie będzie ani tańsza a już na pewno nie będzie szybszy niż zakup M1. Co do transferu kluczowej technologii i wspólnych pracach na zasadach partnerskich nad wozem kolejnej generacji też bym nie liczył. udostępnij Link pokaż komentarz U nich produkcja czołgów polega na wyprodukowaniu iluś tam tysięcy czołgów, które potem czekają na pustyni, na ew. modernizację @szopa123: Ciekawe. Czyli te nasze zamówione już istnieją i czekają gdzieś na pustyni na modernizację zanim trafią do nas? udostępnij Link pokaż komentarz @Rasteris: tak.....zanim zachod opracuje wspolny projekt leo3 to my bedziemy juz miec wspolnie z koreanczykami zeuropeizowaną wersje K2 na eksport, a jak widac po wspolpracy niemcow z francuzami apropos mysliwca nowej generacji jest szansa ze znowu coś wyłożą udostępnij Link pokaż komentarz Abrams i K2. @piotr-zbies: w sumie ma to sens, żeby nie brać czołgów od somsiada ze stosunkowo krótką historią pokojowego nastawienia wobec Polski ( ͡° ͜ʖ ͡°) źródło: udostępnij Link pokaż komentarz @klzon: Najważniejszym elementem tej umowy jest to że czołgi będą budowane w Polsce przy współpracy z Koreą, a nie jak w przypadku Abramsów kupujemy tylko sprzęt. produkcja K2 nie będzie ani tańsza a już na pewno nie będzie szybszy niż zakup M1 Oczywiście że nie, ale może w końcu Łabędy czy jakiś inny podmiot - może jakaś polsko-koreańska spółka zbrojeniowa - będzie wiedziała jak się buduje, modernizuje i modyfikuje czołgi, bo na razie bieda. Bieda i kompromitacja. Najlepsze jest właśnie to że produkcja będzie w Polsce. A jeśli Koreańczycy będą chętni do współpracy nad następca K2 a może i K9/Kraba to już w ogóle wypas. Dodatkowo wojna na Ukrainie jasno pokazała iż Niemcy jako kontrahent w razie konfliktu z Rosją jest całkowicie niewiarygodny, więc również warto było by z czasem zrezygnować z niemieckiego sprzętu, czyli Leo 2. udostępnij Link pokaż komentarz @klzon: Wydaje mi się ze się mylisz, amerykanie nie sprzedażą nam licencji na żadną produkcję a przy k2 mamy wszystko, z czasem na bazie k2 możemy sami tworzyć własne czołgi i je K2 kupujemy całość i to jest zakup przyszłościowy, abramsy są na zatkanie dziury, bo wojna na Ukrainie pokazała ze czołgi posowieckie to trumna. udostępnij Link pokaż komentarz W zeszłym roku MON postanowił pójść w Abramsa i powinniśmy się tego trzymać. Powinniśmy wymóc na naszym najlepszym sojuszniku dostawę 250-300 M1A1FEP lub M1A1SA w zamian przekazanych Ukrainie T-72, dodatkowo moglibyśmy zamówić w ciągu 5 lat kolejne 250 M1A2 sep v4. Mielibyśmy wtedy ok. 2030 roku łącznie 800 czołgów jednego typu co w zupełności zespoiło by nasze potrzeby w kwestii broni pancernej na 30 lat, aż do opracowania maszyn kolejnej generacji. @klzon: Głupotą to jest opieranie się na jednym typie wozu bojowym, którego nawet nie będziemy mogli remontować. Popatrzy na to logicznie zakup licencji i produkcja K2 nie będzie ani tańsza a już na pewno nie będzie szybszy niż zakup M1. To jest logiczne, że zakup licencji nie będzie tańszy od zakupu gotowca - wszak musimy postawić linię produkcyjną i nauczyć się go produkować. Ale większość kosztów jest schowana w eksploatacji sprzętu wojskowego. A te koszty będą niższe, jak czołg będziemy produkować, wytwarzać części do niego samemu i samemu go remontować. Co do transferu kluczowej technologii i wspólnych pracach na zasadach partnerskich nad wozem kolejnej generacji też bym nie liczył. Możesz się zdziwić w przypadku Korei. A co z "wilkiem"? @pablo103: K2(PL) będzie Wilkiem udostępnij Link pokaż komentarz Wydaje mi się ze się mylisz, amerykanie nie sprzedażą nam licencji na żadną produkcję @artrdako: a gdzie ja napisałem żeby kupić licencje na Abramsa? Napisałem aby nasi decydenci wymogli na Amerykanach przekazanie Polsce około 4-5 batalionów starszych Abramsów z rezerw US Army jako rekompensatę za T-72 które pojechały na wschód. Dodatkowo uważam za słuszny zakup w najbliższy latach kolejnych 4 batalionów Abramsów tak aby starczyło na przezbrojenie wszystkich 13 batalionów czołgów znajdujących się w Wojsku Polskim + jakaś rezerwa do szkoleń. W ten sposób posiadalibyśmy nowoczesne i jednakowo wyposażone siły pancerne na najbliższe 30 lat oraz rezerwę w postaci 4 batalionów Leopardów. a przy k2 mamy wszystko Pytanie czy Koreańczycy dadzą nam licencje na produkcję wszystkich krytycznych systemów czy będziemy w kraju spawać tylko skorupy i wyposażać je w sprzęt który będzie przyjeżdżał gotowy z Korei? Z tego co się nieoficjalnie mówiło to Koreańczycy chcieli zbudować tu montownie czołgów z elementów koreańskich. z czasem na bazie k2 możemy sami tworzyć własne czołgi i je produkować No tu xD. Nawet jeżeli Koreańczycy sprzedadzą nam za olbrzymie pieniądze kluczowe technologie to i tak samemu bez ich pomocy niczego nie opracujemy, bo kto miał by to zrobić. Polski przemysł czołgowy jest martwy i trzeba o tym pamiętać. Obrum przez 20 lat nie był wstanie opracować podwozia gąsienicowego do Kraba, za to robił jakieś dziwne koncepty nikomu do niczego nie potrzebne. Wskrzeszenie przemysłu pancernego jest możliwe ale będzie bardzo, bardzo drogie i potrwa kilkanaście lat, a z tego co mówi MON ustami ministra Błaszczaka to tyle czasu nie mamy. udostępnij Link pokaż komentarz Głupotą to jest opieranie się na jednym typie wozu bojowym, którego nawet nie będziemy mogli remontować. @piotr-zbies: Niech mnie Pan poprawi ale wydaj mi się, że wszystkie liczące się armie NATO opierają się na 1 typie maszyn z wyjątkiem Grecji i Turcji(która opracowuje w bólach własny czołg). Więc nie wiem czemu posiadanie 1 typu wozów jest złe. Jeśli chodzi o sprawy serwisowo/remontowe(bez modernizacji) to chyba jest to do dogadania GDLS i rządem USA. Przecież Amerykanie również posiadają M1 w Europie i Polska mogła by służyć jako zaplecze również dla US Army Europe. To jest logiczne, że zakup licencji nie będzie tańszy od zakupu gotowca - wszak musimy postawić linię produkcyjną i nauczyć się go produkować Ile lat/dekad zajmie Bumarowi opanowanie produkcji tak zaawansowanego czołgu? Przecież im problem sprawia modernizacja Leopardów, ile to już razy ta umowa była aneksowana a terminy przedłużane? Czy inne zakłady PGZ podołają prawdziwej polonizacji K2 i produkcji większości elementów w kraju? Chyba że, zrobimy w Polsce tylko montownie w zakładach Cegielskiego lub Bumarze i będziemy tylko spawać kadłuby i montować gotowe klocki z Korei, ale w takim razie w jaki sposób ma to rozwinąć przemysł. Możesz się zdziwić w przypadku Korei. Obserwuje ten temat od kilku lat, i na początku byłem bardzo entuzjastycznie nastawiony do tego programu, ale czytając różne przecieki to oferta Koreańska wcale nie była tak korzystna jak by wszyscy chcieli. Może teraz się coś zmieniło ale, czy w obecnej sytuacji geopolitycznej nie jest już trochę za późno? udostępnij Link pokaż komentarz A K2 jest perspektywiczny dla przemysłu. @Rasteris: i co nam po tych perspektywach jak PGZ jest obsadzona przez politykow i ich pociotkow z klucza wiernosci partii, a nie kompetencji?xD udostępnij Link pokaż komentarz @klzon: Polacy wpierw wyskoczyli z kupnem, wiec czołgi odpadają, mamy dostać artyleria rakietową w ramach Lend-Lease Act, na ile to się spełni, zobaczymy. Co do K2 to chodziło mi kooperacje, bo to proponuje Korea, transfer technologii i zdolności do produkcji większości części niezbędnych w serwisowaniu pojazdu oraz udział w tworzeniu K3. udostępnij Link pokaż komentarz Jeśli chodzi o sprawy serwisowo/remontowe(bez modernizacji) to chyba jest to do dogadania GDLS i rządem USA. @klzon: Gdyby było, to byłoby to już załatwione ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■ a co ma Korea że taka chętna na ustępstwa? @susuke15: Korea ma chęć sprzedaży swoich rzeczy w Europie. A wg Niemców w ciągu najbliższych 20 lat do opchnięcia będzie koło 2 tysięcy czołgów na tym rynku. udostępnij Link pokaż komentarz Mielibyśmy wtedy ok. 2030 roku łącznie 800 czołgów jednego typu co w zupełności zespoiło by nasze potrzeby w kwestii broni pancernej na 30 lat @klzon: albo na trzy miesiące konfliktu :p Kupowanie z pułki abramsow ma sens tylko dlatego, ze nasz przemysł nie potrafi zbudować nowoczesnego czołgu. Dlatego właśnie cały czas rozgrywany jest zakup K2 :p Czy to tak cieżko pojąć? udostępnij Link pokaż komentarz @TheGreenBastard: Logistyka działa tak że na wojnie szwankuje bardziej jak zwykle czyli zawsze dostarczyć więcej niż się da albo nawet nie ma czego dostarczyć bo jest gdzieś indziej (jak jest) i trzeba wybierać czy dostarczyć więcej paliwa amunicji czy coś do jedzenia a to wszystko we mgle wojny nie do końca wiedząc gdzie i którędy. Z logistyką problem w czasie wojny ma nie tylko Rosja czy Ukraina ale nawet USA. Logistyka jest relatywnie łatwym celem dla działań nawet partyzanckich. udostępnij Link pokaż komentarz @PastaZeSzczypiorku: okey, to jak zorganizowana jest logistyka w polskiej armiii ( ͡° ͜ʖ ͡°) widze ze mamy znawce tematu, słucham. jak to jest zrobione? na bazie samodzielnych batalionów logistycznych, a może jakiś innych centralnych ośrodków? hmmm udostępnij Link pokaż komentarz @PastaZeSzczypiorku: czyli wydaje ci sie tylko, a opinie zbudowałeś na podstawie zdezaktualizowanych artykułów na wykopie? Tty tez twierdzisz że kupno 800 abramsów od amerykańców, jest lepszym rozwiazaniem, niż pozyskanie krajowych zdolności w tej kwestii? a zdajesz sobie sprawe ze wiele państw NATO będzie teraz chciało odbudować swoje siły pancerne? skąd wezmą czołgi? też z półki od USA? udostępnij Link pokaż komentarz @TheGreenBastard: Pierwszym zdziwieniem wojskowych będzie jak się okaże ze pojazdy które chcieli zmobilizować i kierowcy są aktualnie w Europie a to co jest w Polsce i jeździ w koło komina to w większości stare łupy których strach dalej od domu puścić. A jak mobilizacje zaczną ogłaszać to już widzę jak te auta tu wracają a kierowcy w szczególności, dać się w kraju zamknąć kiedy ich praca zarobkowa polega na wyjeżdżaniu za granice. Akurat do wykopowych głupot podchodzę z dużą dozą ostrożności. Najlepszym rozwianiem było by pozyskanie zdolności produkcyjnych 10 lat temu. Tylko ze planowane zakupy zostały uwalone a żeby się nazywało że coś kupują to kupili Groty. Potem na zawołanie F-35 bo "Trump kazli". A jak w końcu porobili w gacie tak że aż żona premiera działki posprzedawała ze strachu to zaczeli na gwałt kupowac co popadnie. Ja jestem zwolennikiem Leoparda z rożnych powodów. Tylko ze na chwilę obecną sprawa jest przegrana. Z Abramsem problem jest taki że USA nawet ciężarówki tankuje paliwem lotniczym mają jego logistykę ogarniętą od alaski po tropiki i tankują tą samą wachą auta, czołgi, transportery, samoloty i helikoptery. W naszych realiach same calowe rozmiary będą problemem bo każda pierdoła jest w wymiarach imperialnych i musi być na stanie nie poratujesz się śrubą od pługa z lokalnego sklepu z częściami rolniczy. Korea jest specyficznym krajem o specyficznej geografii i pantera ma pewne rzeczy zrobione pod nich. Do naszych warunków najlepiej jest dostosowany leopard II. udostępnij Link pokaż komentarz @PastaZeSzczypiorku: Byłbym za Leopardami, ale produkujących je Niemcy :p Co do grotów... Co masz do grotów :p? Chyba dóbrze ze polska armią w końcu pozbywa się przemalowanego na czarno ak47, zwanego niewiadomo po co berylem? ( ͡° ͜ʖ ͡°) udostępnij Link pokaż komentarz @TheGreenBastard: Jak by sprawę z leo załatwić odpowiednio wcześniej nie było by to problemem. Pantera jako pojazd z drugiej części świata mimo spolszczenia będzie miał swoje "lokalne smaczki" pewne rzeczy w pewnych częściach świata robi się inaczej tu akurat dobrym przykładem jest zwykły kibel który w rożnych miejscach świata może się diametralnie różnić. Testy na produkcji. To był karabinek na którym mieli jeszcze długo pracować nawet do produkcji samodzielnej nie były gotowi a spieprzyli to czego zawsze byli znani tak przed wojną jak i za PRL czyli jakość wykonania i wykończenia. 4 pancernych kojarzysz? Radomski Mauser nie klekotał to się nie wzięło znikąd. Spieprzyli to w czym byli dobrzy bo to był taki miś który miał jeszcze długo granty zbierać. Nawet polskie wersje rosyjskich pistoletów maszynowych robione u nas były lepsze. Jedynym poważnym problemem Beryla było to że nie był na magazynki natowskie inne problemy zostały rozwiązane. A pomysły żeby na siłę był bull-pup to już nie wiadomo po co. A tłok gazowy o długim skoku dawał i wajcha przeładowania na stałe działała pewność działania której m-16 brakowało w Wietnamie przez to ze gazy prochowe działały na suwadło a dźwignia przeładowania była "niezależna" od suwadła i trzeba było dołożyć odsyłacz zamka. I AK był konstrukcją bardziej zawartą m-16 i m-4 maja sprężynę powrotną w kolbie. A dostali go na razie terytorialsi. Tylko ze oni to akurat powinni mieć nie bertyle a tanatale na rosyjską amunicje bo w razie czego na zajętym terenie przez wroga będzie łatwiejsza do pozyskania. udostępnij Link pokaż komentarz @szopa123: Nie do końca - według info od Jarosława Wolskiego - nasze mają być całkowicie nowe, obecnie produkowane (chyba jeszcze jakiś kraj zamawiał, o ile dobrze kojarzę) - Amerykanie mają przyspieszyć dostawę ( lata), ponieważ chcą zwolnić linię produkcyjną dla jakiegoś nowego wariantu (Sep4? Albo inne oznaczenie...) - uprzedzając ew. pytanie - nie, nie kupujemy "złomu", bo ta kolejna modyfikacja to bardziej detale w wyposażeniu i nasze Sep3 mają (potencjalnie - jeśli MON stwierdzi, że chce sypnąć $$$) być zdatne do upgrade-u. udostępnij Link pokaż komentarz @Haamre: To przyspieszenie dostaw oznacza tyle, że pod koniec 2024 i 2025 dostaniemy więcej czołgów w przeliczeniu na miesiąc dostaw. Nie będzie szybszego rozpoczęcia dostaw, tylko ich szybsze zakończenie. udostępnij Link pokaż komentarz @piotr-zbies: Co do terminów - nie wiem, bazuję jedynie na zasłyszanych informacjach, a te były takie, że już w 2023 miały pierwsze sztuki Abramsów do nas trafić. Jak wyjdzie w praktyce? Cóż, zobaczymy (bądź nie) w przyszłym roku. ( ͡~ ͜ʖ ͡°) Co do mentalności - nie bardzo kojarzę ten wątek. Zechciałbyś go proszę rozwinąć? Sam eksport (o ile mają już rzeczywiście opracowany technicznie blueprint na K2PL i będą w stanie w krótkim czasie zrobić jakiś egzemplarz/serię przedprodukcyjną) technologii nie jest czymś złym i pozwoliłby im sobie "kupić" większą rozpoznawalność na rynku - w tej chwili jednak głównymi czołgami eksportowymi są Abramsy (głównie bliski wschód), Leopardy (większość Europy...?), Rosyjskie i Chińskie modele (afryka pewnie nadal będzie zainteresowana, ze względu na cenę). Okazja, aby opchnąć nam (licencję na) kilkaset sztuk, nawet kosztem zmniejszenia zysku za kontrakt - może być wcale niegłupim sposobem na...cóż, reklamę - i być może sprawdzenie w boju. udostępnij Link pokaż komentarz Jarosława Wolskiego - nasze mają być całkowicie nowe, @Haamre: nawet taki gość jak Wolski może się pomylić. Abramsów w sensie pancerz/wieża i coś tam jeszcze, nie robi się od 2018 roku. Tak jak napisałem wcześniej, czołgi z pustyni się transportuje do zakładów remontowych. Rozbiera się je na 'części' i całkowicie odnawia, od razu modernizując to co trzeba do zamówionej wersji. (choć tego rozbierania dużo nie ma, bo te czołgi z 'magazynu' nie są kompletne. Taki czołg ma resus 0 godz., więc jest to praktycznie NOWY czołg. Ze strony zakładów, które je odnawiają/składają The tour followed the assembly process of an Abrams MBT from start to finish, as production begins with used tank hull and turrets delivered via rail from a storage depot in Anniston udostępnij Link pokaż komentarz a te były takie, że już w 2023 miały pierwsze sztuki Abramsów do nas trafić. @Haamre: w Polsce już jest bodajże 18 sztuk Abramsów przeznaczonych do szkoleń. A szkolenie średnio trwa ok. 12 miesięcy, więc jak w 2023 roku przyjdą pierwsze 'bojowe' sztuki. To część naszych czołgistów będzie w stanie już je sprawnie obsługiwać. udostępnij Link Polskie władze ogłosiły zamiar pozyskania samolotów i czołgów bojowych z Korei Południowej w celu wzmocnienia zdolności polskich sił zbrojnych. Zdaniem ministra obrony RP Mariusza Błaszczaka Warszawa jest zainteresowana zakupem 58 myśliwców FA-50, a umowy „powinny zostać podpisane w przyszłym tygodniu” – poinformował PAP. Samoloty te będą również wyposażone w wyprodukowane w Korei Południowej czołgi typu „K2 Black Panther”, najbardziej zaawansowane dostępne dla sił zbrojnych Seulu. „Już w tym roku otrzymamy pierwsze jednostki, łącznie 180 czołgów w pierwszej partii” – powiedział minister. Już w niedalekiej przyszłości Polska będzie mogła produkować te czołgi na własnej licencji i będzie mogła je dalej rozwijać. Wraz z samolotami i czołgami Warszawa pozyska kilka samobieżnych haubic model „K” produkcji południowokoreańskiej. Jednak mimo wymienienia modeli i ilości poszczególnych dostaw uzbrojenia minister Błaszczak nie określił kwoty, jaką należy zapłacić za te operacje. Polska jest pochłonięta kampanią mającą na celu wzmocnienie swoich zdolności zbrojeniowych, aby przeciwdziałać postrzeganemu zagrożeniu ze strony Rosji. Ponadto polskie władze przekazały również Ukrainie dużą część swojej broni do obrony przed rosyjskim atakiem, który jest teraz w sytuacji, w której wszystko co wysłane do Kijowa się zmieni. „Praktyk popkultury. Wielokrotnie nagradzany miłośnik telewizji. Twórca. Oddany geek kulinarny. Miłośnik Twittera. Miłośnik piwa”. Continue Reading Jakieś 3 lata temu Misiowa Piwniczka osiągnęła doskonałość browarniczą i wyprodukowała świetne, mocne ciemne piwo, mocno chmielone, z silnym i wyczuwalnym aromatem miodu. Z różnych względów nie pamiętam niestety receptury więc postaram się przedstawić w miarę dokładnie cały cykl produkcji, nie pomijając żadnych szczegółów, gdyż każdy może się okazać istotny. Jeżeli ktoś wypróbuje i wyjdzie mu dobre piwo to zamawiam sobie buteleczkę- zobaczymy czy komuś się uda powtórzyć tamten smak. Przechodząc do ad remu jak mawiał klasyk... Do przygotowania doskonałego ciemnego piwa potrzebować będziemy: - wolnego dnia, najlepiej sobota- dzień następny spisujemy na straty, - żony, najlepiej takiej która wymyśli, że w domu trzeba coś zmajstrować- w moim przypadku Gosia wymyśliła, że przyda nam się wisząca biblioteczka, - taty- do pomocy w montażu biblioteczki i wytwarzaniu piwa, - drzewca i grotu do włóczni oraz trzpienia do montażu owej broni, (nie wiem na ile to istotne, ale montowałem wtedy włócznię więc może to miało jakiś wpływ na finalny efekt, tj. piwo...) - młotka, wiertarki i wkrętarki - niezbędne do montażu biblioteczki i broni, - rakiji (chorwacki bimber), - absyntu - najlepiej prawdziwy, czeski- 70%, - wódki rozmarynowej, - 5 litrowej beczki piwa- niezłe są niemieckie, - ze 2 mocne piwa miodowe, - steki wołowe i dobrą, najlepiej żeliwną patelnię, - przepis i składniki na jasne piwo typu pils lub lager (dostępne w internecie, kiedyś też zamieszczę), - brew-kit - czyli puszka z wszystkimi składnikami do wyrobu ok 20 l piwa (to piwo robimy przy okazji, jako że mamy czas- nie używamy tego do produkcji piwa właściwego), - chmiel goryczkowy i aromatyczny - ok 10 razy tyle ile jest w przepisie na pils, - ze 3 kg różnych dziwnych słodów piwnych (palony, karmelowy, barwiący, czekoladowy, monachijski- czy co tam jeszcze w piwnicy znajdziemy), - 2 kg miodu lipowego, - 2 kg cukru, - śrutownik do mielenia słodu, - garnek 20 litrowy, - fermentory i reszta piwowarskiego sprzętu- opis innym razem. Zgromadziwszy wszystko co potrzebne przystępujemy do pracy. Aby robota szła dobrze zaczynamy od degustacji rakiji, wódki rozmarynowej i absyntu (ten ostatni oczywiście przepuszczamy przez ażurową łyżeczkę z cukrem, który następnie podpalamy żeby się stopił do kieliszka, na koniec przelewamy łyżeczkę niewielką ilością wody). Po degustacji przystępujemy do montażu biblioteczki. Jako, że praca przy tym zajmie nam co najmniej 3-4 godziny to w międzyczasie raczymy się piwem miodowym a jak się skończy to tym beczkowym. Musimy wszak pamiętać o naszym głównym celu, tj. o warzeniu piwa. A nic tak o tym nie przypomina jak picie piwa właśnie. Po drodze montujemy grot do włóczni i powoli przygotowujemy surowce do warzenia piwa z brew-kita- podgrzewamy wodę itd. Po zamontowaniu biblioteczki powinniśmy już dojść do etapu chłodzenia naszego piwa z brew kita i w tym momencie możemy przystąpić do clue programu czyli wyrobu piwa ciemnego. Zanim to nastąpi warto pokrzepić się krwistymi stekami wołowymi smażonymi na żeliwnej patelni i oczywiście jednym (czy dwoma) kufelkami piwa. Po wchłonięciu takiej ilości wspomagaczy powoli wchodzimy na wyższy poziom piwowarstwa a w naszych umysłach zalęga się plan stworzenia piwa doskonałego. Myśl ta przerywana jest jedynie, dość częstymi już, wizytami w ustronnym miejscu gdyż jak wiadomo piwo przyspiesza pracę nerek... Wracając do tematu. Pracę nad piwem rozpoczynamy od ześrutowania słodu w specjalnie do tego przeznaczonym śrutowniku (podobne to do ręcznego młynku do mięsa, tyle że większe i dużo droższe). Jak już ześrutowaliśmy podaną w przepisie ilość słodu to zaczyna nam coś nie pasować- przecież tego słodu wcale nie jest tak dużo jak myśleliśmy. Rodzi się pytanie czy nie wyjdzie nam z tego jakaś lura... Przy kolejnym kufelku piwa stwierdzamy, że autor przepisu (jak i zapewne wszyscy piwowarzy robiący jasne piwo w domu) mylił się i podał nam za małą ilość surowca. Nasze piwo to ma być porządne piwo, a nie jakiś sikacz! Udajemy się zatem do piwnicy w poszukiwaniu słodu, który można by jeszcze ześrutować. Przeszukując piwnicę można natrafić na butelki domowego piwa z poprzednich warek (czyli z poprzednich warzeń). Warto oczywiście skosztować te wyroby aby nabierać inspiracji do aktualnych działań. Znajdujemy kilka słodów, jednak prawie wszystkie są ciemne- palony, karmelowy, barwiący, czekoladowy i jedyny jasny monachijski. Stwierdzamy więc, że równie dobrze możemy zrobić lekko ciemne piwo- a co tam. Na opakowaniach niektórych słodów (szczególnie tych mocno ciemnych) czytamy, że nie powinny one stanowić więcej jak 5% zasypu. Stwierdzamy jednak, że albo producenci się nie znają albo chcą nam przeszkodzić w stworzeniu piwa idealnego. Ignorujemy zatem wszelkie zalecenia producentów i śrutujemy wszystko jak leci. Razem wychodzi nam tych słodów ponad 20 % zasypu. Po tym zabiegu stwierdzamy, że mamy już wystarczającą ilość słodu do warzenia. W tym samym czasie kończymy robić piwo z brew-kita i zwalniamy sobie duży garnek. Po wsypaniu słodu do garnka okazuje się, że słodu jest tak dużo, że w garnku nie zmieści się zbyt dużo wody. Może się nam pojawić myśl, iż być może ciut przegięliśmy z ilością. Myśl taką winniśmy odrzucić jako nieracjonalną- po prostu nasze piwo będzie bardziej treściwe. Po za tym tworzymy tu arcydzieło i nie przejmujemy się takimi drobnostkami. Tak więc dolewamy do słodu wodę o temperaturze ok 35 stopni i rozpoczynamy proces zacierania. W skrócie polega on na podgrzewaniu brzeczki piwnej i utrzymywaniu odpowiednich zakresów temperatur przez odpowiednią ilość czasu. Proces ten jest dość długi (co najmniej dwie godziny) a najbardziej emocjonującymi momentami są te gdzie zmieniamy temperaturę- czyli generalnie jest dość nudno. W międzyczasie możemy więc dla rozrywki np. napić się piwa. Jednocześnie w kuchni robi się na prawdę gorąco gdyż od paru godzin ciągle coś się gotuje. Nie można też za bardzo otworzyć okien, gdyż to może wpłynąć na temperaturę zacieru. Aby nam nie było zbyt gorąco możemy się schłodzić piwem. Po skończeniu zacierania przystępujemy do filtracji brzeczki- tego fragmentu produkcji z niezrozumiałych względów nie zapamiętałem zbyt dobrze. Zmęczony już pewnie byłem ;) Po filtracji dodajemy do powstałego płynu odpowiednią ilość wody i rozpoczynamy gotowanie. Do gotowania należy dodać chmiel. Dochodzimy przy tym do wniosku, że 20 g czy 20 dkg to zapewne jedno i to samo więc wsypujemy 20 dkg chmielu- czyli 10 razy tyle co w przepisie. A co tam, na bogato będzie. Tworząc ideał nie zwracamy uwagi na konwenanse i zasady. Ignorujemy więc konsekwentnie zarówno przepis jak i wszystkie racjonalne pomysły jakie przychodzą nam do głowy. Trzeba działać a nie myśleć... Podczas gotowania brzeczki możemy się lekko zaniepokoić kolorem piwa, które zamiast słomkowej czy bursztynowej przybrało barwę niemal czarną. Stwierdzamy jednak, że nie ma się czym przejmować i może podczas fermentacji się rozjaśni. Również konsystencja piwa jest podejrzana- pomimo filtracji płyn jest dosyć gęsty. Oczywiście przekonani o swoim geniuszu piwowarskim nie łączymy tego faktu ze zbyt dużą ilością słodu. Na zakończenie tego etapu produkcji chłodzimy płyn do temperatury pokojowej, przelewamy do butli lub fermentora, dodajemy uprzednio przygotowaną matkę drożdżową i możemy spokojnie wypić piwko. Należy się nam po ciężkiej całodziennej pracy. Czujemy przy tym, że dokonaliśmy czegoś na prawdę wielkiego. Bałaganu w kuchni nie zauważamy, to rzecz zbyt przyziemna w tym momencie. Prosimy żonę o odwiezienie taty do domu, a sami staramy się trafić bezpiecznie do łóżka- wskazane jest uprzednie wypicie dużej ilości niealkoholowego płynu i łyknięcie czegoś w stylu 2 kc ;) Dzień następny, jako nie mający wpływu na proces produkcji pominę milczeniem. Po kilku dniach (czyli dosyć późno) w piwie pojawia się fermentacja burzliwa. To znak, że dobraliśmy na prawdę twarde drożdże, które poradziły sobie ze zbyt dużą ilością słodu. Fermentacja ta trwa, o dziwo, ze 2 tygodnie (strasznie długo jak na piwo). Zgodnie z przewidywaniami płyn nieco zmienił kolor- wygląda teraz jak ludwik (płyn do mycia naczyń) zmieszany z atramentem. Na wierzchu unosi się kożuszek chmielowego suszu. Po zerknięciu do przepisu ze zgrozą stwierdzamy, że ostro przegięliśmy z chmieleniem. Nie zrażając się tym i ignorując wszelkie obawy czekamy na efekty. Efekty są takie, że z uwagi na olbrzymią ilość słodu użytego do warzenia piwo fermentuje jak głupie... Pół roku później (czas w jakim z reguły kończy się fermentacja miodu czy wina) zauważamy wreszcie, że piwo przestało pracować (tamto z brew-kita jest już dawno wypite). Następuje moment pierwszej degustacji i zlania piwa. Po pierwszym łyku musimy od razu wypić dużo cukru z wodą albo cukru z herbatą (celowo nie piszę o wodzie/herbacie z cukrem tylko odwrotnie). Napój jest tak gorzki, że nie idzie go przełknąć. Po chwilowej panice uspokajamy się i udajemy, że tak właśnie ma być, panujemy nad całym procesem, to było zaplanowane i w ogóle wszystko ogarniamy - to po prostu mocniej wyczuwalna goryczka i głęboki aromat dobrego chmielu. W celu ratowania... tfu - dopracowania warki przygotowujemy syrop z 2 kg miodu i 2 kg cukru (miód sycimy, czyli gotujemy zbierając tworzącą się szumowinę). Piwo poddajemy filtracji i wyrzucamy tą olbrzymią ilość pływającego w nim chmielu. Dodajemy syrop do nastawu, zamykamy rurką fermentacyjną i czekamy kolejne pół roku aż przestanie to coś fermentować. Po tym czasie możemy zdegustować ów osobliwie wyglądający płyn (nadal jak ludwik, może ciut jaśniejszy). Goryczka nadal jest, ale miód i cukier pozwalają to już wypić. Dodajemy więc cukier do butelek, butelkujemy i kapslujemy. Po paru tygodniach leżakowania i wtórnej fermentacji możemy wreszcie na prawdę spróbować co też nam wyszło. Kosztujemy oczywiście z tatą gdyż razem robiliśmy. Żona odmawia degustacji, twierdząc że zapach jest zbyt intensywny- fakt jest mocny. Gotowy wyrób jest mocno goryczkowy, jednocześnie gorycz jest przełamywana przez słodycz i aromat miodu. Piwo jest na prawdę treściwe i jakby gęstsze niż normalnie. Smak jest na prawdę zniewalający i niepowtarzalny. Kończąc kufelek żałujemy tylko, że nie butelkowaliśmy tego piwa do małych butelek. Wypicie dużej jest problemem, gdyż pod koniec człowiek czuje się mocno... najedzony (sic!). Druga sprawa to ilość cukru (zarówno ze słodu jak i z późniejszego syropu) która przefermentowała... Po dużym kuflu możemy mieć problem z trafieniem z kuchni do pokoju. Szczególną uwagę należy zachowywać na zakrętach. Jak dotąd nie udało mi się powtórzyć tego piwowarskiego wyczynu i wątpię czy kiedykolwiek się uda. Choć ostatnio Gosia coś przebąkuje o rozbudowie biblioteczki, więc szansa jest... Dla wielu osób koktajl Mołotowa wydaje się, że to niezwykle prymitywna broń zapalająca, ale…. Była i nadal jest to skuteczna broń zarówno przeciwko wrogim żołnierzom, jak i pojazdom. Za jego pomocą można unieruchomić także transporter opancerzony, ale czołgu już nie. Sama nazwa koktajl Mołotowa została wymyślona przez żołnierzy fińskich, którzy używali tej broni przeciw wojskom sowieckim w czasie wojny zimowej (1939-1940). Norwegowie, Polacy, a nawet amerykańscy marines używali Mołotowa podczas II wojny światowej, w wyniku czego koktajl Mołotowa stał się częścią zbiorowej świadomości ludzi. Dzięki niskim kosztom, łatwości budowy i względnej skuteczności w walce, szybko znalazł się w rękach różnych powojennych sił terrorystycznych i buntów na całym świecie. W lutym 2022 roku Ministerstwo Obrony Ukrainy zachęcało obywateli do robienia koktajli Mołotowa w celu odparcia sił rosyjskich. Rodzaje Koktajli Mołotowa Istnieje kilka różnych rodzajów Mołotowa, ponieważ jest to broń improwizowana. Jest on często używany (także przez cywilów) jako alternatywa dla granatów ręcznych, ponieważ jest tani w wykonaniu i nie wymaga dużych umiejętności w obsłudze. Najpopularniejszy wariant składa się ze szklanej butelki wypełnionej benzyny oraz szmatki przyklejonej do góry, która działa jak bezpiecznik. Teoretycznie jako paliwo do koktajli Mołotowa można użyć każdej łatwopalnej cieczy. Benzyna, nafta, olej napędowy i toluen to niektóre powszechnie dostępne łatwopalne ciecze, ale benzyna jest być może najbardziej preferowany, ponieważ jest łatwo dostępny i wytwarza natychmiastowy płomień po zapłonie. Nafta i olej napędowy nie spalają się tak szybko jak benzyna, zwłaszcza gdy powierzchnia nie jest gorąca. Jaka butelka: Najlepiej do tego celu wziąć półlitrową lub litrową szklaną butelkę cienkościenną – od wódki lub octu. Butelka od piwa bywa zbyt gruba i może nie pęknąć tak łatwo po uderzeniu w ziemię. Ale w przypadku atakowania gównie celów opancerzonych można użyć butelki z grubszego szkła. Jak zrobić koktajl Mołotowa, który pali się dużo lepiej i dłużej niż standardowy. Znacznie lepsze efekty daje jednak mieszanina 2/3 benzyny i w 1/3 oleju silnikowego lub ropy, olej ma pomóc trzymać się rzeczy. Zamiast oleju silnikowego możesz również użyć “napalmu” na bazie styropianu. Koktajl Mołotowa ma wiele różnych wariantów, niektóre z różnymi bezpiecznikami, inne z różnymi chemikaliami (szczególnie w celu uzyskania efektu duszącego dymu). Głównym wariantem projektu była wersja fińska, która zawierała mieszankę benzyny, smoły i nafty. Miał też po bokach dwie wodoodporne zapałki i nie miał szmatki na lont. Zamiast tego, gdy butelka pęknie, zapalone zapałki (do zapalenia wystarczyła tylko jedna) zapaliły się. Bardzo ważne jest, żeby butelka była szczelnie zamknięta. W przeciwnym wypadku może stanowić zagrożenie także dla osoby, która ją rzuca. Mieszankę należy wlać do butelki maksymalnie 2/3 objętości. Instrukcję dotyczącą tego, jak krok po kroku zrobić koktajl Mołotowa, można także znaleźć w książce Stanisława Komornickiego o Powstaniu Warszawskim pt. Na Barykadach Warszawy: pamiętnik podchorążego “Nałęcza”, wyd. Oficyna Wydawnicza RYTM. Jak używać butelki zapalającej Właściwym sposobem użycia jest podpalenie szmacianego lontu zapałką/zapalniczką, a gdy zacznie się palić, rzucenie. Butelka pęknie, a cała benzyna rozleje się i zapali, a każdy, kto zostanie złapany zbyt blisko, najprawdopodobniej zostanie mocno, albo śmiertelnie poparzony. Mołotowa można było używać na różne sposoby, po pierwsze można było ustawić go w pułapce, tak aby w przypadku pechowych wrogów otworzyli określone drzwi, Mołotow rozpylił wokół nich płomienie lub można było użyć do unieruchomienia pojazdów wroga. Oczywiście, Mołotow nie może dosłownie zniszczyć czołgu, może skutecznie wyłączyć go z akcji. Istnieje kilka obszarów czołgu, które są głównym celem ataku. Pierwszy to właz kierowcy, ale tylko wtedy, gdy jest otwarty. Jeśli tak, możesz zabić kierowcę wrzucając do jego przedziału zapaloną butelkę. Otwory wentylacyjne są również głównymi celami, ponieważ można zmusić załogę do opuszczenia czołgu, jeśli dym będzie wystarczająco gęsty. Aczkolwiek współczesne czołgi są już zabezpieczone przed tym, więc może to być nieskuteczne. Aczkolwiek czuły punkt każdego pojazdu, a także czołgu to okolice filtra powietrza i chłodnica. Jeśli trafi w nią koktajl, silnik szybko przegrzeje się. Chłodnica nie będzie mogła spełniać swojego zadania, jeśli rozgrzeje się do 2000 stopni Celsjusza, a tyle stopni ma płomień dobrze przygotowanego koktajlu z mieszanki benzyny, oleju i styropianu. Sama benzyna nie wystarczy, jest zbyt rzadka i rozleje się po pancerzu i szybko zgaśnie. Dodatnie styropianu, który się w niej rozpuszcza, zamienia ją w lepką maź, a ta pali się w miejscu uderzenia. Zaleca się jednak użyć styropian rozpuszczony wcześniej w rozpuszczalniku (np. acetonie lub w rozpuszczalniku toluenowo-acetonowym). Jak aceton osiągnie gęstość syropu wlać do butelek na spód. Wrażliwe miejsca rosyjskich pojazdów wojskowych Jak walczyć, co atakować Esencją ataku będzie zaskoczenie. Najskuteczniej przypuszczać ataków na kolumny pojazdów z zaopatrzeniem dla obcych sił zbrojnych. A zatem na pojazdach jadących na tyłach kolumn, są to logistyka np. cysterny z paliwem, kuchnie polowe, zapasy jedzenia, ale także mobilne pojazdy łączności. Są one słabo opancerzone i chronione. Tego typu ataki na tyły kolumn mają pozwolić na odcięcie obcych wojsk od dostępu do zaopatrzenia. Inna taktyka polega na tym, że najpierw aktakujemy przód kolumny, aby uniemożliwić przejazd innych pojazdów i spowodować panikę. Wrogi pojazd musi być otoczony ogniem i dymem przez kilka minut. Najskuteczniej działa jeśli na jeden cel pada 6 lub więcej butelek (np. z góry budynku), oprócz pożaru wywołuje panikę wśród ludzi, każdy z nas boi się spalenia żywcem. Co ciekawe podczas wojny na Ukrainie (2022) w ten sposób atakowano również z aut osobowych, które jechały równoległe do pojedynczych rosyjskich ciężarówek wojskowych (film). Butelka zapalająca, która trafi w szybę lub wizjer, zaburza widzialność, a przestraszony kierowca może zjechać z drogi i wylądować na drzewie, murze lub w rowie przy okazji solidnie obtłukując przewożonych żołnierzy. Zatem nawet improwizowana broń może w skuteczny sposób zneutralizować pojazdy agresora. Najważniejsza zasady brzmią: Nigdy nie stój na otwartej przestrzeni. Rzucaj butelki zapalające z okien, zza samochodów, zza rogów alejek czy barier. Zastanów się, gdzie będziesz stał, żeby rzucać oraz gdzie będziesz uciekał/krył się. Celuj w okna i drzwi pojazdów nieopancerzonych. W żołnierzy siedzących lub stojących na otwartej przestrzeni np. pace samochodu. Używaj dopasowanych skórzanych rękawic oraz osłony twarzy i oczu. Aby zwiększyć bezpieczny dystans stosowane były różnego rodzaju katapulty czy proce, służące do miotania butelek zapalających. Wady koktajli Mołotowa Ogień nie może być kontrolowany, a zatem ryzyko ofiar jest dość wysokie. Jego skuteczność przeciwko celom wojskowym jest w większości przypadków raczej niska, ale potencjalne zagrożenie dla użytkownika i każdego w pobliżu niekontrolowanego ostrzału jest niezwykle wysokie. Nieumiejętne posługiwanie się tą bronią powoduje liczne wypadki pośród osób, które miotają butelką zapalającą. Potrzeba podejść dosyć blisko do celu, butelka jest ciężka więc realny zasięg to 10-20 metrów. Powyższa wiedza może się przydać kiedy przyjdzie Ci bronić twojej dzielnicy przed wrogim wojskiem, a nie będziesz miał broni palnej. Przeczytaj także wpis Koktajl Mołotowa na łamach historii

czołg z piwa jak zrobić